Dyskusja o klimacie od lat koncentruje się wokół redukcji emisji dwutlenku węgla. Unia Europejska stawia sobie ambitny cel: obniżenie koncentracji CO₂ w atmosferze do poziomu sprzed rewolucji przemysłowej, czyli około 280 ppm (części na milion). Dla wielu brzmi to jak słuszna droga ku ochronie planety. Jednak czy na pewno? W rzeczywistości tak niski poziom dwutlenku węgla może stać się początkiem globalnego ochłodzenia, a nawet powrotu do epoki lodowcowej.
Obecny interglacjał – okres ciepły między zlodowaceniami – trwa już około 11 700 lat. Jeśli spojrzymy na cykle glacjalno-interglacjalne z ostatnich 2,5 miliona lat, zobaczymy wyraźną prawidłowość: ciepłe okresy zwykle kończyły się mniej więcej po 10–12 tysiącach lat. Naturalne mechanizmy orbitalne Ziemi (tzw. cykle Milankovicia) wskazują, że nasz interglacjał zbliża się do końca. To oznacza, że w perspektywie geologicznej kolejna epoka lodowcowa powinna nadejść raczej wcześniej niż później.
Dwutlenek węgla bywa demonizowany jako „gaz cieplarniany”, ale jednocześnie jest on jednym z kluczowych buforów utrzymujących ciepło w ziemskiej atmosferze. W czasach glacjalnych jego poziom spadał do 180–200 ppm, co ściśle wiązało się z globalnym ochłodzeniem i ekspansją lodowców. Dla porównania – w epoce dinozaurów, kiedy klimat był znacznie cieplejszy, zawartość CO₂ przekraczała nawet 1000 ppm. Dzisiejszy poziom (około 420 ppm) wcale nie jest rekordowo wysoki – jest wręcz wyjątkowo niski w skali geologicznej.
Jeśli UE zrealizuje swój plan i obniży stężenie CO₂ do 280 ppm, znajdziemy się dokładnie na granicy wartości, które w przeszłości towarzyszyły zlodowaceniom. W połączeniu z naturalnym osłabieniem aktywności Słońca i orbitalnymi cyklami Ziemi, taka redukcja może paradoksalnie przyspieszyć nadejście epoki lodowej. Warto pamiętać, że globalne ochłodzenie byłoby dla naszej cywilizacji znacznie groźniejsze niż ocieplenie: spadek produkcji rolnej, rozprzestrzenienie lodowców, migracje ludności i katastrofa gospodarcza to realne scenariusze.
Nie chodzi o to, by ignorować emisje i ich skutki. Jednak zamiast dążyć do historycznie niskich poziomów CO₂, rozsądniej byłoby szukać równowagi – takiej, która zabezpieczy nas zarówno przed nadmiernym ociepleniem, jak i przed katastrofalnym ochłodzeniem. Dwutlenek węgla to nie tylko „zanieczyszczenie”, ale też fundament życia: rośliny potrzebują go do fotosyntezy, a cała biosfera opiera się na tym procesie.
Pamiętajmy że świat naukowy jest mocno podzielony co do wpływu CO2 na nasz klimat. A wielu naukowców wręcz potwierdza w badaniach naukowych iż gdyby nie tak wysokie ilości CO2 nowa Epoka lodowcowa stała by się bardziej faktem niż hollywoodzkim fiction (Stephen Barker University of Cardiff, Chronis Tzedakis University College London).
Ambicje Unii Europejskiej, choć motywowane troską o klimat, mogą w praktyce prowadzić do poważnych zagrożeń. Redukcja CO₂ do poziomu sprzed rewolucji przemysłowej to igranie z naturalnymi cyklami Ziemi, które od milionów lat prowadzą nas od lodu do ciepła i z powrotem. Być może dwutlenek węgla, dziś traktowany jak wróg, jest w rzeczywistości naszym najlepszym sprzymierzeńcem w obliczu nadchodzącej epoki lodowcowej.









